środa, 1 maja 2013

Z dedykacja

Dzisiejszy odcinek chcielismy zadedykowac i ofiarowac w intencji pewnego mlodego czlowieka, ktory jak donosza nasi wierni komentatorzy, wczoraj przyszedl na swiat. (a takze w intencji trojki maluchow ktore maja sie wykluc w lipcu)

Filipie- zyczymy ci wielu lat w zdrowiu, milosci i szczesciu. A dumnym rodzicom, dziadkom i wujkowi Pawlowi skladamy najszczersze gratulacje!

wtorek, 30 kwietnia 2013

Bagaz

Przewodniki sugeruja niesc 10% wagi... coz ja mam w plecaku jakies 10kg, Michal- 13. Mamy, jak mozecie sie domyslac, swoj wlasny zyciowy nadbagaz doswiadczen.

Wczoraj i dzis przy kolacji rozmawialismy z dwojka Finow. Bardzo sympatyczni i aktywni ludzie. Biegaja na nartach, bawia sie w imprezy na orientacje itp. Jorgo rok temu mial udar- od tego czasu ma padaczke, zaniki pamieci i inne problemy ze zdrowiem. Wiec zamiast organizowac mistrzostwa Finlandii w biegach na orientacje, on i Tanja ida na Camino. Jak stwierdzil Jorgo -sekundy dzielily go od wozka, ale Bog dal mu jeszcze czas.

Tak, na Camino kazdy ma swoj nadbagaz.

p.s. Czy ktos moze podeslac Michalowi smsem relacje z meczu Borusja- Real? W tej wsi nie ma nawet baru z tv!

Dzień drugi = deszcz

Witamy,

Udało sie mam już dotrzeć na "metę" drugiego etapu - jesteśmy w Larrasoanie, za nami 27 km i 300m podejść czyli 30 GOTów w sumie. Świeci piekne słońce. Ale nie od razu tak było...

Pobudka standardowo o 6, wyjście o 7 a tu za progiem deszcz. Niestety, towarzyszył nam przez pol dnia i zdążył nieźle wymeczyc - również wspolpielgrzymow. Na szczęść po drodze była kafejka gdzie my i inni w międzyczasie podnosili morale kawa i wielką buła z "jamon" - czyli czymś na modłę szynki parmenskiej. Kombinacja może nie najbardziej wykwintna, ale jak smaczna gdy sie jest pozadnie przemoczonym...

A teraz, wraz z 26 pielgrzymami w jednym pokoju odpoczywamy...

Zalaczam zdjęcia: Magda i tradycyjny "słupek" na szlaku Camino. A drugie to jedną z malowniczych uliczek średniowiecznej wioski, w której nocujemy!

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Po pierwszym dniu marszu

Witamy,

dzisiaj pozdrawiam z Roncesvalles juz w Hiszpanii (mozna sprawdzic to dokladnie gdy udacie sie na koniec tego posta i klikniecie w link z lokalizacja).

Tak jak Magda wczoraj wspominala, dzisiaj szlismy koniec koncow dolina a nie droga napoleona, wiodaca przez liczne szczyty - powód: większość była wybitnie osniezona. Okazalo sie jednak, ze roznica nie byla wielka - za nami 34 GOTy (24 km w lini prostej plus 1000 m podejscia). Ewidentnie byla to niezla rozgrzewka przed kolejnymi dniami, zwlaszcza biorac pod uwage tempo, ktore udalo sie nam uzyskac - wyszlismy o 7 z St jean Pied du Port a juz o 13:30 bylismy na miejscu.

Zdjecie podeslemy pozniej. Narazie odpoczywamy, o 19 obiad-kolacja, o 20 msza (w przepieknym, romanskim - z 1219 roku - kosciele Sankturaium). Do przeczytania!

niedziela, 28 kwietnia 2013

Na powaznie

Szanowni czytelnicy, kończymy z tym turystycznym pitu pitu i na poważnie biezemy sie za pielgrzymowanie. Dotarliśmy do St. Jean Pies du Port i (po 30min. stania w kolejce) zarejestrowalismy sie jako pielgrzymi. Zresztą, już w Bayonne zagęszczenie pielgrzyma na m2 wyraźnie rosło. A co nas czeka bliżej Santiago?
Pan w biurze pielgrzyma skutecznie zniechęcił nas do wariantu przejścia przez Pireneje góra, tzw. droga napoleonska, pokazujac siłę wiatru i temperaturę na szczytach bliska 0.
Zresztą wyraźnie sami widzieliśmy ośnieżone szczyty, gdy wspielismy sie po południu na cytadele w St. Jean.
Tak więc jutro pobudka o 6.00 i idziemy do Roncesvalles dolinami.
Jedyne co nas trochę zaniepokoilo, to fakt ze wielkosciowo nasze plecaki plasują sie raczej powyżej średniej. Ale reszta na pewno nie wziela spiworkow!... A biorąc pod uwagę temperatre w hostelu - mogą tego pozalowac...

Niedzielny obiadek

Pozdrawiamy z Bayonne.

sobota, 27 kwietnia 2013

Paris, Paris

Pobudka o 4:30 zaingurowala nasza pielgrzymke. Bez przeszkod dotarlismy do Paryza, gdzie naocznie sprawdzilismy ze Notre Dame, Louvre i Wieza Eiffela nadal stoja tam, gdzie powinny.

Tradycyjnie juz zatrzymalismy sie u naszych francuskich przyjaciol, czyli u panstwa Burkel, ktorzy przyjeli nas przepysznymi francuskimi serami i tarta z owocami. Wlasciwie czujemy sie tu jak w domu, zreszta czego innego sie spodziewac, skoro nasi znajomi mieszkaja przy Rue Michal :)
 Merci!!!

Pomni zlotej zasady internetu - pictures, or it did not happen  - ponizej wrzucamy obowiazkowa do zrobienia w Paryzu "sweet fotke":

p.s. Moim rodzicom spieszymy doniesc, ze wino z winnicy Chateu'd Otwock, wiezione przez nas do Paryza niczym drewno do lasu, zostalo bardzo pozytywnie ocenione przez francuskich sommelierow.