czwartek, 23 maja 2013

Pora na wypoczyn

Dzisiaj zdecydowanie spokojniejszy dzień. Za nami 21,3km i 200m podejść co daje 23,3GOTa. Zeszlismy z O'Cebreiro (1330m) do Triacastila (675m).

Ale wczoraj naprawdę warto było sie wysilić. Nasz wczorajszy noclego, O'Cebreiro jest pięknie położoną wsią (50 mieszkańców) z której rozciąga sie piękny widok na pobliskie, niższe pasma. Wyborowi miejsca noclegu zawdzięczamy kilka niezapomnianych momentów:
- po mszy dla pielgrzymów, błogosławieństwo które jest udzielane nieprzerwanie od 1078 roku!
- zachód słońca dopiero o 22! I to w maju!
- pobudka o 6 w kompletnej mgle
- w początkowej części marszu, zjawisko "pływających wysp" - widocznych ponad mgłą szczytów górskich - starają się to pokazać zdjęcia 1 i 2

W międzyczasie minęlismy bardzo znany pomnika pielgrzyma - jego sylwetka we mgle na zdjęciu 3.

Zdjęcia 4 i 5 pokazują, że dzień się rozpogodził i na koniec marszu przypadała piękna chociaż nie za ciepła pogoda.

I to tyle na dzisiaj. Jutro krótki odcinek do Sarii. Dlaczego to miasto szczególne dla Camino napiszemy jutro.

środa, 22 maja 2013

Do Galicji

Za nami bardzo piękny a jednocześnie najtrudniejszy dzień. Dość powiedzieć, że przeszliśmy dolinę Valcarce (oddzielajaca region Kastylia i Leon od rejonu Galicja - którego stolica jest Santiago) co kosztowało nas 30,1 km marszu i 1200m podejścia, dając rekordowe 42,1GOTa! Szliśmy z Villafranca del Bierzo (530m) do O'Cebreiro (1300m) zaliczając jeszcze jedną sporą górkę po drodze.

Na szczęście to ostatni trudny odcinek. Kolejne 7 dni to prawdziwy urlop:) Żaden z nich nie przekracza 30GOT.

No a teraz fotorelacja.

Zdjęcia 1-3 to piękne widoki.
Zdjęcie 4 to nasze wkraczanie do Galicji.

Ps. Jeszcze mała notka o rejonie Galicji. Jest to co ciekawe pradawny region Celtycki, bardzo podobny do zachodniej Irlandii (język Gaelicki, muzyka!, ale też bieda i emigracja zarobkową). Z mojej perspektywy ma jeden, wielki plus: jedzą tu ogromne ilości małży, ośmiornicy, ryb, itp. Im bliżej Santiago, tym więcej!

Mity Camino

I znow umilajac sobie czas w kolejce do pralki podziele sie paroma
spostrzezeniami. Moze beda wartosciowe dla tych z Was ktorzy sami
mysla o przejsciu Camino.

Donativo
Wg. przewodnikow i informacji dostepnych w internecie wiele aubergy
jest w cenie "co laska". Obawiam sie ze sa to informacje sprzed
hiszpanskiego kryzysu i sprzed "boomu" na Camino.
My spotkalismy poki co jedno, slownie jedno schronisko gdzie
faktycznie oplata byla dobrowolna. Dwa razy mielismy sniadanie w cenie
donativo, byly tez moze ze 2-3 miejsca do drodze, gdzie za donativo
mozna bylo dostac cos do picia czy mala przekaske.

Psy
Przewodniki w kilku miejscach strasza bezpanskimi psami mogacymi
zaatakowac pielgrzymow. Nam poki co sie nie zdazylo. Jedyne psy jakie
widzielismy byly bardziej zajate swoim pieskim zyciem niz
przechodzacymi ludzmi.

Msze dla pielgrzymow
I znow przewodniki mowia o mozliwosci skorzystania ze mszy swietej
niemal w kazdej wiosce, a tym czasem otwartego kosciola trzeba szukac
ze swieca. i z dobra znajomoscia hiszpanskego zeby (jesl wogle jakies
informacje sa dostepne) rozeznac sie o ktorej jest msza w jaki dzien
tygodnia czy w jakim miesiacu. O zrozumieniu liturgii czy kazania nie
wspominajac.

A tak swoja droga, autor naszego, skadinad jednego z bardziej
popularnych, przewodnika po Camino Frances chyba obficie korzystal z
regionalnych win rejonu Bierzy. Opis i mapy wczorajszego dnia po
prostu nie trzymaly sie kupy. Dzis tez znalezlismy troche
niescislosci. Miejmy nadzieje ze to wyjatki od reguly i autorowi se
polepszy.

Ciekawostki Hiszpanii, cz. I

Z jakiegoś powodu post o ciekawostkach Hiszpanii opublikował sie błędnie (z data dwa tygodnie w tył więc nie był widoczny na głównej stronie).

Poniżej post już zamieszczony poprawnie. Przepraszamy za powtórkę dla tych, którzy go przeczytali dzięki subskrypcji mailowej.

==========================

Podróżujemy przez Hiszpanię na piechotę już czwarty tydzień. Przez ten czas była możliwość zaobserwować sporo ciekawostek i osobliwości, którymi chciałbym sie podzielić. A czasami po prostu zwykłych spostrzeżeń.

1) Stare koscioły a sprawa ptasia

To bardzo ciekawe zjawisko. Jak już wiecie z naszych relacji, Hiszpania to kraj zabytków (ewidentnie wojny światowe ja ominęły) przez co w co drugiej wiosce jest mega zabytek z X czy XII wieku. Jak sie domyslacie, jest to zapewne kościół. Jak pewnie nie wiecie, w Hiszpanii jest bardzo dużo bocianów. Jak sie napewno nie możecie domyślać, 80-90% spotykanych przez nas gniazd jest na starych kościołach... Obrazuje to zdjęcie 1 - prawdziwy majstersztyk - 3 gniazda na jednej fasadzie!

Ps. A nowych kościołów prawie nie ma! Nie, nie dlatego że nie chcą ich budować czy są jacys zlaicyzowani. One po prostu już wszedzie są i to jakie piękne.

2) Chleb

Chleb jak wiadomo to pokarm podstawowy. W Hiszpanii raczej mówimy o bagietce, no ale niech im będzie. Co jednak zrobić w wioskach gdzie mieszka 19, 20 czy 50 osób?(przez bardzo wiele takich przechodzilismy lub tam nocowalismy)
Tu hiszpanię wymyślili ciekawy sposób - i trochę odpowiadający ich temperamentowi. Przyjeżdża sobie tak furgonetka do wsi, podjezdza na jakieś skrzyżowanie. Tam trabi niemiłosiernie oznajmiajac "Ludzie, chleb rzucili!" Zbiegają sie pobliscy mieszkańcy i szybko kupują. Potem busik jedzie trochę dalej i znowu trabi niemiłosiernie. Proceder sie powtarza, aż całą wioska zostanie obtrabiona/objechana. Zdjęcie 2 obrazuje pieczywo-powoz.

Ps. Raz widzieliśmy nawet objazdowy warzywniak! Co najlepsze, sprzedawca nawet tylnych drzwiczek nie zamykla jak jechał po wiosce!

3) Obwoźna biblioteka

Do małych wsi dowozi sie nie tylko chleb. Można dowieźć również kulturę! Na zdjęciu 3 widzimy ogłoszenie, że biblioteka w maju przyjedzie około (!!!) szóstego o około tej i tej godzinie. Biada tym którzy nie zdążą doczytac książki :)

c.d.n.

wtorek, 21 maja 2013

Vino tinto

Porranny post cos sie urwal w polowie wiec go skasowalam. Dzis jestesmy w auberge ktora ma komputer z internetem za "donativo" - co za ulga pisac na prawie normalnej klawiaturze, a nie na kindlu czy komorce.

 

Ale do rzeczy: zaczelismy dzis bladym switem, wstajac o 5:30 i dzieki temu juz o wschodzie slonca moglismy podziwiac zamek Templariuszy w Ponferradzie. (Jak mi sie uda, to dosle zdjecie pozniej).

 

A tak wogole prosze szanownej wycieczki jestesmy w rejonie el Bierzo. To depresja (wys. ok. 500 m npm) ze wszystkich stron otoczona gorami. Kolejny, po Nawarze i la Roja rejon Hiszpanii znany z produkcji win. Co mysle widac na zdjeciu.

Nasza dzisiejsza droga wiodla tuz kolo bodegi (czyli miejsca gdzie produkuje/skladuje sie wino) - nie moglismy sobie odmowic by nie sprobowac lokalnej produkcji. Niestety, nie bylo juz darmowego kraniku z winem, ale za jedyne 1,5E mozna bylo dostac kieliszek wysmienitego (jak twierdza znawcy w naszym zespole) czerwonego wina i do tego porcje pincho - czyli tutejszego specjalu - ciasta faszerowanego ziemniakami, cebulka i pikantna kielbaska.

Tu ciekawostka jezykowa: wino biale to po hiszpansku vino blanco, natomiast, mimo ze kolor czerwony to rojo, na wino czerwone uzywa sie okreslenia vino tinto.

Druga ciekawostka historyczno-jezykowa jest to ze nocujemy w Villafranca (del Bierzo oczywiscie). To juz kolejna Villafranca na naszym szlaku. Jako ze wedrujemy Camino Frances, nie powinno nikogo dziwic ze juz od stuleci na te tereny docierali Francuzi. Niektorym Camino tak sie spodobalo, ze sie tu osiedlali zakladajac francuskie enklawy,  czyli wlasnie Villa Franca.

Jak glosi legenda, rowniez uprawiane w rejonie el Bierzo winorosle wywodza sie od francuskiego szczepu Cabernet, ktorego sadzonki sprowadzili tu przed wiekami francuscy pielgrzymi. Jak widac Camino to nie tylko kwestie religijne :)

 

Kolejna ciekawostka Villafranca jest to, ze w sredniowieczu ci, ktorzy nie byli w stanie kontynuowac drogi do Santiago mogli w tutejszym kosciele uzyskac odpust za odbycie pielgrzymki. Niestety, obecnie ten przywilej juz nie funkcjonuje, wiec chcial-nie-chcial musimy loic dalej :P

 

A dzis byl dlugi dzien - przeszlismy 31km / 33 GOT.

Na szczescie Michalowi juz prawie wygoily sie wszystkie otarcia i pecherze. Ja poki  odcisku nie mialam ani jednego, od wczoraj chodze bez bandaza na kostkach - w koncu trzeba sie rownomiernie opalic. Dziewczyny, padniecie z zazdrosci jak zablysne moimi umiesnionymi i opalonymi lydami na pilatesie :)

Z dziwnych przypadlosci - przez ten wiatr chlastajacy na nas pod koniec zeszlego tygodnia oboje mamy na udach porzadne siniaki... slyszeliscie o czyms takim?

 

 


poniedziałek, 20 maja 2013

20 gram smutku

Pranie sie kreci wiec napisze o dzisiejszym dnu.( Swoja droga czy
myslicie ze szampon p. lupierzowy da rade zamiast proszku do prania?)

Nawet jesli zaczynala nas meczyc monotonia naszej pielgrzymki, to
dzisiejszy dzien absolutnie nas orzezwil.

Cruz de Ferro - jeden z bardziej charakterystycznych a jednoczesnie
najwyzszy punkt na trasie Camino -1505m npm. Stoi tu 7metrowy skromny
krzyz wokol ktorego pielgrzymi od setek lat skladaja symboliczne
kamienie.

Po angielsku nazywaja sie one sorrow stone- co oznacza kamien zalu,
smutku, grzechu. Czasem sa to kamienie-intencje przekazane pielgrzymom
przez ich przyjaciol z prosba o modlitwe. Czasem obrazki, flagi,
wstazki symbolizujace indywidualny dla kazdego cel Camino. Jak
symboliczne by te kamyki nie byly, dzwigane w plecaku przez pare
tygodni nabieraja calkiem wymiernej wagi.

My dolozylismy do tej kupki maly niebieski kamyczek. Jeden z zestawu,
ktory swego czasu sluzyl nam do wielu radosnych zabaw i cwiczen z
pewnym wyjatkowym mlodym czlowiekiem.


Tak wogole, to nasz synio musi miec tam u gory niezle chody. Bo
zalatwil nam wymarzona na ten odcinek pogode. Pamietacie opisywany
wczoraj snieg? Dzis upal byl wprawdzie umiarkowany, ale nie dosc ze
Hiszpanie wylaczyli okoliczne elektrownie wiatrowe i wiekszosc chmur,
to wlaczyli tez slonce!

Nie wiem czy zalaczone fotki godnie oddadza rzeczywistosc, ale widoki
(i tu pozwole sobie na cytat z jednego z trampowych klasykow) poprostu
urywaly dupe!

Nie bylabym godna zona mojego meza nie podajac na koniec garsci
statystyk. Przeszlismy dzis z Rabanal (1100m) przez Cruz de Ferro
(1505), konczac w Molinaseca na 600 metrach npm. W sumie 26,5km/ 32,5
GOT.


p.s. w miedzyczasie okazalo sie ze szampon dal rade. Za to upralismy
sobie dodatkowo chusteczke higieniczna...

Fin del Camino

Spokojnie, jeszcze nie konczymy. Ot, umilajac sobie czekanie w kolejce
do prania, podziele sie pewna refleksja.

Nie wiem czy kojarzycie film o Camino, ktory jakies dwa lata temu
otarl sie o polskie kina. Angielski tytul to "the Way" , polski
bodajze "Droga do Santiago".( Tak wogole to temu filmowi i kiazce
P.Cohelo "Pielgrzym" przypisuje sie lawinowy w ostatnich latach wzrost
liczby ludzi z calego swiata chcacych przejsc Camino.)

Ale wracajac do tematu. Film zaczyna sie gdy syn glownego bohatera
ginie ledwo zaczawszy swoja pielgrzymke. Przyznam, ze gdy ogladalismy
film to ten fragment wydawal sie ronie wyssany z palca jak inne
"dramatyczne" momenty akcji typu utopienie plecaka w rzece czy nocleg
pod golym niebem.

Ale jak pokazala rzeczywistosc, ten akurat kawalek filmu jest calkiem
realistyczny. Niemal co drugi dzien mijamy stojace przy drodze krzye
upamietniajace pielgrzymow z calego swiata, dla ktorych dany akurat
odcinek okazal sie koncem Camino.

Powodow mozna sie tylko domyslac: zla pogoda, problemy zdrowotne,
wypadki drogowe... Do wpisu zainspirowal mnie pomnik przedstawiajacy
rower owiniety wokol pielgrzymiej laski, stojacy przy stromym
zjezdzie...
Fin del Camino nie koniecznie oznacza Santiago di Compostella.

p.s. jak juz ogarniemy pranie to spodziewajcie sie relacji z
dzisiejszego, wyjatkowego dnia.