sobota, 18 maja 2013

Bardzo ciekawy dzień

Za nami kolejny dzień. W porównaniu z wczorajszym 100 razy bardziej interesujący (dlatego tyle zdjęć dzisiaj). Ale też najwietrzniejszy - wiało bez żadnej przerwy, często porywiscie przez całą nasza trasę. Na szczęście wiatr głównie przeganial chmury, więc nocny deszcz szybko sie skończył, pranie szybko schnie a my jesteśmy bardziej "ogorzali" niż po największym upale!

Dzisiaj szliśmy przez Hospital del Orbigo do Astorgi (23,9 km plus 250m podejść co dało 26,4 GOTa).

Zanim przejdę do relacji zdjeciowej, najpierw swoiste sprostowanie. Tak, od jakiś 8-10 dni idziemy przez hiszpańska rownine. Nie, nie nizine! Cały czas jesteśmy na wysokości od 700 do 900 metrów, i mimo że do dzisiaj było płasko, to jednak nie nisko. I najważniejsze - od jutra, praktycznie do końca będą góry, górki i pagórki!

Teraz obiecane zdjęcia (niestety, blog znowu je dziwacznie posortowal):

1) Oryginalny pomysł na biznes a jednocześnie pomoc pielgrzymom. W środku górskiej trasy, niedaleko bocznej drogi kantyna - a w niej wszystko "donativo" czyli co łaska.

2) Jeden z symboli Camino - Krzyż z panoramą Astorgi w tle.

3) Astorga "Palacio Episcopal" autorstwa Gaudiego.

4) Astorga - katedra.

5) Dzisiejsze krajobrazy - już nie tak płasko, powoli pojawiają sie górki....

6) Było zimno - zwłaszcza rano. Ale czy ten termometr nie przesadza?

7) Hospital del Orbigo - jeden z najdłuższych rzymskich i średniowiecznych mostów w Hiszpanii.

Ogólnie musimy przyznac, że Astorga (12 tys. mieszkańców) bardzo nam przypadła do gustu, a że dzisiaj sobota to wybieramy sie najpierw do katedry na niedzielną mszę a potem na miasto - znając Hiszpanów będzie niezła fiesta!

PS. Dla czytelnikow, chcących dowiedzieć sie czegoś więcej dodam ze Astorga była jednym z kluczowych miast rzymskich a potem średniowiecznej Hiszpani. Krzyzowaly sie tu liczne szlaki handlowe: Via Akwitania (złoto i srebro z zachodu, z Galicji czyli okolic Santiago), Via de La Płata (srebro z południa, z Sewilli) i Via Trajana (droga na wschód aż do Francji). Ma bardzo dużo zachowanych zabytków i wykopalisk z tego okresu (jeszcze je musimy namierzyć).

piątek, 17 maja 2013

Wycieczka czy pielgrzymka

Pytanie Roberta zainspirowalo i mnie do kilku przemyslen ktorymi
postanowilam sie podzielic.

Odbierajac paszport pielgrzyma w St.Jean Pied du Port dostalismy do
wypelnienia ankiete, gdzie m.in. bylo pytanie o cel wyjazdu:
religijny, duchowy, turystyczny, sportowy.

Jak dla mnie kazda z powyzszych odpowiedzi jest prawidlowa. I tak
mialo byc od samego poczatku.

Wszystko sie moze wydarzyc: piekny zabytek, sielski widoczek, ciekawa
rozmowa, piwko w barze i juz jest fajna wycieczka.
Ale jednoczesnie bol, zmeczenie, deszcz, jakas mysl o Filipku, czy
pobudka o 5 zafundowana przez nadgorliwych wpolpielgrzymow. I
momentalnie robi sie pielgrzymka.

Wiec odpowiedz z mojej strony: jednoczesnie i wycieczka pielgrzymka.
Tak, jak w zyciu.

Pielgrzymka czy wycieczka?

Zainspirowany komentarzem Roberta napisze trochę o charakterze naszego marszu.

Początek był ok, dużo sił, brak kontuzji. Bardziej jak wycieczka. Ale po kilku dniach przyszło duże zmęczenie, po którym dzisiaj (19 dzień) nawet po przejściu 30 km nie ma śladu. Organizm się przyzwyczaił.

Ale zawsze jakiś cierń jest. Kondycja z czasem rośnie. Natomiast odporność na kontuzje maleje. Od ok. 10 dnia co i rusz sie nam coś przytrafia. No i tu nie ma możliwości wyspać sie i odpocząć jak ze zmęczeniem. Trzeba rano wstawać, ileś tam plastrow przyklejac, pierwsze pół godziny zaciskac zeby a potem już z górki....

Tak naprawdę to każdy dzień z osobna to mieszanka wycieczki (piękne krajobrazy, smaczne jedzenie - słynne menu peregrino, relaks z książką, zwiedzanie) i pielgrzymki (walka z sobą żeby znowu wstać o 5:30-6:00, żeby przetrwać deszcz, wiatr, zimno lub akurat upał i skwar; do tego o ile jest okazja specjalne błogosławieństwa/msze/nabożeństwa dla pielgrzymów).

No i zawsze jest cel - dojść do Santaiago... A to już nie tak daleko (szczegóły w niedzielę w podsumowaniu tygodniowym).

N-120

Droga krajowa N-120 towarzyszy nam od 7 dnia spaceru. Dzis byla
glownym,a wlasciwie jedynym motywem przewodnim naszej pielgrzymki.
Szlismy dokladnie wzdluz niej od Leonu az do San Martin del Camino
-26km/ 27.5 GOT.

Podziwialismy hale, hurtownie i ciezarowki. Szum szosy (i tak ponoc
odciazonej przez idaca rownolegle autostrade) towarzyszy nam nawet
teraz w auberge tuz przy drodze, gdzie siedzimy odmarzajac w
jadalnio-barze i popijajac tanie lokalne wino.

Owszem, byla mozliwosc odbicia na boczny szlak, nawet preferowana
przez wiekszosc pielgrzymow. Ale jak skrupulatnie wyliczyl Michal,
mimo ze idealnie wdluz szosy tak naprawde wiekszosc drogi mielismy po
szutrowych sciezkach. Podczas gdy trasa alternatywna wiodla bocznymi
ale praktycznie caly czas asfaltowymi drogami. A asfaltu staramy sie
unikac jak tylko sie da. Moje stawy juz i tak maja go dosc.

Upal nadal umiarkowany. Rano bylo ok. 4 stopni, teraz w sloncu jest
moze z 10. I wieje.
Bardzo wieje.

Dzis chyba po raz pierwszy szlam we wszystkich trzech warstwach z
dlugim rekawem jakie mam. Mam nadzieje ze zimniej juz nie bedzie bo
jedyne co moglabym jeszcze na siebie wlozyc to foliowy plaszcz
przeciwdeszczowy.

Zdjecie dla tych co nie wiedza jak wylada droga krajowa w malej miescinie.

czwartek, 16 maja 2013

Dzień "buły" pora kontynuować

Romantyczna kolacja z wymarzonym hamburgerem!

W kierunku Leonu

Jak już Magda zapowiadała dzisiaj dziarsko wmaszerowalismy do Leonu - stolicy okręgu o tej samej nazwie.

Nasz marsz zaczęliśmy na tyle wcześnie a jednocześnie odcinek był na tyle krótki (19,6 GOTa - krótszego już nie będzie) że już o 10:30 byliśmy na miejscu. Ale taki był plan - przyjść wcześniej aby miec czas wypocząć i zwiedzić to miasto.

Zaskoczyła nas trochę pogoda - rano były 3 stopnie, w ciągu dnia max. 14 i wiało. Wymroziło wszystkich, ale nie padało.

Na szczęście, korzystając z chwili słońca przeszliśmy sie po Leonie.

Relacja w formie zdjeciowej (niestety, blog posortowal zdjęcia niechronologicznie):

1) Dla miłośników architektury - Zachodnie wejście do katedry w Leonie (XII w.)

2) Kościół św. Izydora (X w.)

3) Magda i jej marzenia o kanapce. Marzenia o tyle zrealizowane, że po nabyciu bagietki, sałaty, pomidora, szynki, sera, majonezu i oliwek zrobiliśmy sobie królewski obiad/lunch.

4) Symbol Leonu - zaskoczenie? - Lew! Co ciekawe, nazwa Leon pochodzi od VII Legionu Rzymskiego, który tutaj stacjonował.

5) Pałac Casa de Botines - budynek zaprojektowany przez Gaudiego. Ciekawostką: jeden z pierwszych monumentalnych budowli, wykonanych nie na zamówienie arystokracji czy duchowieństwa ale bogatej klasy średniej.

6) Katedrą leońska w całej okazałości. XII w.

Ps. Właśnie zaczęło padać...

środa, 15 maja 2013

Via Trojana*

Odpowiadajac na zapytanie czytelnikow spiesze poinformowac,ze dzis po
przejsciu 25GOT nocujemy w Mansilla de las Mulas.

Upal zelzal i nawet pojawil sie opad. Wczoraj po poludniu w okolicy
rozlegal sie dzwiek klaksonu czy syreny, co ponoc jest tutejszym
systemem ostrzegawczym przed tornadami.
Ale na szczescie jedynym skutkiem popoludniowego i nocnego deszczu
byla koniecznosc wykupienia przez nas suszarki do prania i troche
kaluz i blota na drodze.

A poza tym szlo sie swietnie. Juz wczoraj odbilismy od glownej trasy
wiec dzis byo malo ludzi, cisza i spokoj. Szlismy dzis po starozytnej
rzymskiej drodze. Nawet ponoc z oryginalna nawierzchnia. Z pewnoscia
lepsza niz na ul. Rakowej :)

Jutro tez zapowiadaja deszcz i to niestety w ciagu dnia. Chyba
bedziemy juz tradycyjnie wchodzic do duzych miast owinieci w folie. Bo
jutro Leon- drugie co do wielkosci po Burgos miasto na naszej trasie.

Musze tez sie troche poskarzyc na naszych wspolpielgrzymow.
Ewidentnie ta "grupa" z ktora idziemy od paru dni jakos nam nie
podchodzi. Pelno starszych Francuzow, ktorzy potrafia stanac na srodku
waskiej sciezki podziwiajac widoczek i przy okazji blokujac reszcie
przejscie. Hiszpanie predzej zagadaja do kelnera w barze niz do
wspolpielgrzymow,Niemcy tez kisza sie we wlasnym sosie. Nie zebysmy tu
liczyli na wielkie przyjaznie,ale jakos razniej jak sie czlowiek ma do
kogo usmiechnac czy choc pare slow zagadac. Moze to po prost znurzenie
trasa, moze my nie zachecamy do blizszych znajomosci?( chociaz z
prysznica i pralki staramy sie korzystac regularnie).

* oczywiscie w tytle posta jest zamierzona literowka. Nie moglam sie
powstrzymac. Via Trajana sluzyla Rzymiana do wywozenia zlota z
Galicji.
Mama nadzieje ze tym razem zdjecia sie zamieszcza.